22 kwietnia 2024 (poniedziałek)
Od wczoraj jest cisza w domu. Nie wiem czy przez te dwa dni dopadł mnie syndrom wyfruwających dzieci z gniazda, czy ogólnie zawód. Jest mi smutno.
Snujemy się jeszcze po domu, niepewni co i jak. Część do tej pory prawie dla nas niedostępna stanęła przed nami otworem. Z którym, jak na razie, nie wiemy co mamy zrobić, jak się zachowywać i do czego używać. Na pewno czeka nas ciężka fizyczna praca i możliwe, że to ułatwi nam aklimatyzację w "nowym-starym" otoczeniu.
Mam nadzieję, że Mirandzie dobrze się na nowym lokum mieszka. Że jest zadowolona. Nie wszystko jeszcze zabrała, ale nie ma też z tym w sumie pośpiechu.
Lady, tak jak i my, aklimatyzuje się w nowej sytuacji. Powrót przed kominek i do kuchni bardzo jej odpowiada, ale zerka niepewnie jeszcze na niektóre kąty. Tak jak i ogród, który powolutku bada i coraz dalej się w niego zapuszcza.
Jak Dobry Kundel się wyprowadził, to nie miałam aż takiego problemu. Prawdopodobnie dlatego, że jeszcze nas dużo w domu zostało, a do tego niedługo pojawiło się Słoneczko. Teraz w domu potrafi być taka cisza, że słychać jak pies na dole przed kominkiem chrapie.


Komentarze
Prześlij komentarz