1 kwietnia 2024 (poniedziałek)
Wyspałam się chyba za ostatni tydzień.
Miał być to też dzień dla mnie "świąteczny", gdyż nie miałam przygotowywać obiadu.... Tak jednak nie było, ale ze względu na jego menu nie był on zbyt zajmujący w przygotowaniu (ok. godziny w sumie). Biała kiełbasa, tym razem "tym nowym sposobem parzona" (nie jadłam, ale według zapewnień kucharzy tak jest lepiej, bo chłopaki powiedziały, że tak samo i nie czują różnicy...). Do tego zieminiaki (których nikt nie chciał), kluski na parze (córka wzieła do tej kiełbasy), sałata ta co wczoraj (ja i młodszy syn zjedliśmy - reszta wek pojdzie pewnie; na szczęście umysł mi powiedział, żeby o wiele mniej zrobić). Na deser ciasta: tiramisu zerzarli w jakiejś 12 godzin, ale serniki (na zimno i pieczony) jeszcze się ostały. Aaaa i jeszcze do tego, chyba żeby lepsza sraka była, barszcz biały.
Święta to maskara jedzeniowa. Mój żołądek zaczyna się już buntować jak przygotowuję te potrawy. A może to WZW C (które mi niedawno wykryto) daje już do zrozumienia, że wątroba tego nie wytrzyma? W każdym razie, przygotowania zajmują w h... czasu, ale szczerze, od tego odechciewa mi się tego jeść (poza sałatka jarzynową z szynką (oddzielnie)).
Ważną rzecz zauważyłam w te święta. Skaleczyłam się w palec. Niby nic. Przecież to normalne w trakcie takich kulinarnych przygotowań. Tak, ale nie dla kogoś, kto ma WZW C, a reszta nie ma (sprawdzona). Okazało się, że muszę mieć oddzielny sprzęt do opatrywania ran, bo tak ciekło, że nie sposób było nie mieć krwi na drugiej ręce. Uświadomiło mi to też inne aspekty, których do tej pory nie zauważyłam: wszystkie przyrządy do paznokci. Muszę dokupić obcinaczkę i nożyczki, bo resztę miałam własną. W sumie najgorsze, cążki do skórek, od dawna miałam oddzielne (na szczęście).
Przez tą głupią rankę musiałam całe jedzenie w rękawiczce przygotowywać. To też mi uświadomiło. że muszę kupić własne, bo córka wyprowadzając się je zabierze. Kolejna rzecz. Ciekawe ile jeszcze będę musiała zmienić lub o którzy będę musiała pamiętać.
Przeraża mnie większa rana niż ta, co miałam teraz. Jak będę musiała poprosić o pomoc albo nawet sami będą w jakiś sposób mi jej udzielić. Mam się niezgadzać? Moja krew to zaraza. Do łask wróciły wszelkie płyny dezynfekujące z czasów pandemii. Po opatrzeniu malutkiej ranki na kciuku pół łazienki musiałam zdezymfekować - ciekło jak cholera. Ale jak się już w końcu opatrzyłam, to nie mogłam umyć dokładnie rąk... Wieć płyn do dezynfekcji rąk też się przydał.
Czy powinnnam po prostu zostać sama? Przecież o skaleczenie nie jest trudno. A jak mam się w pracy wtedy zachować? Owszem, rękawiczki mamy, ale już płynów do dezynfekcji nie, choć z pieniędzmi pracujemy.... A palce przy liczeniu czasami się odruchowo liże... Ale kogo to obchodzi? Na pewno nie moją firmę.
Po obiedzie starszy syn wyjechał z powrotem do Niemiec, gdzie pracuje. Reszty nie było na tym obiedzie, bo poszła na obiady do reszty nie mojej już rodziny ("już" w sensie, że nigdy nią nie była, bo to z drugiej strony). Oczywiście przyjechał spóźniony, więc tylko am am, fajek i pa pa.
Wieczorem z młodszymi dziećmi obejrzeliśmy wreszcie (bo mieliśmy wczoraj) "Oppenheimera". Dobry. Choć brakowalo mi widoku ciał z Hiroszimy i Nagasaki. Miałam wrażenie, że to zostało ocenzurowane. Że dla dzisiejszego pokolenia byłoby to zbyt szokujące. Ale takie powinno być. Jeżeli film ma być też przkazem (a cześć na to wskazuje), to niech przekarze nowemu pokoleniu, na czym myśmy się wchowali. A nie, że ja muszę dodać komentarz po filmie swoim młodszym dziecim (urodzonym po 2000 roku), co bomba zrobiła. Dwa, czy aby na pewno ten cały personel nie cierpiał później na chorbę popromienną? Bo jest to tak pokazane, jakby nie wiedzieli na co umarła Maria Skłodkowska...
Brakowało mi napisów na końcu, jak kto skończył. Wredne, ale prawdziwe. To by wiele też powiedziało nowym pokoleniom.
Może nie każdy zauważa, ale wszystkie amerykańskie filmy (nie tylko ich, ale teraz o nich mówie) klasy oskarowej albo pretendującej do niej powinny mieć przesłanie edukacyjne. Jak się pod tym kątem patrzy na filmy, to widać cięcia i cenzurę (a potem mamy wersje reżyserskie, które oglądają maniacy kina i przypadkowi widzowie jak akurat w TV puszczono).


Komentarze
Prześlij komentarz