11 kwietnia 2024 (czwartek)

Mój jeden dzień wolnego w całym tym tygodniu. Zanim wstałam czułam się zmęczona. Moja zmiana wynosi 10,5 godziny (lub 9,5 h), a więc wychodzi, że w tym tygodniu  61 godzin przepracowane. Moje plecy i moja rwa kulszowa mają problem wytrzymać tyle godzin siedzenia przed komputerem. Rehabilitant, u którego byłam z ręką, polecił mi "poduszkę" (krążek do jogi) - fakt jest lepiej, ale mimo wszystko na tyle godzin mój kręgosłup płacze. W związku z tym wczoraj po pracy i dzisiaj: spacery. To pomaga. Ale jest za krótkie, aby kolejne trzy dni wytrzymać. 


Czytając "Zaślubiny patyków" (Jonathan'a Carroll'a) przyszedł mi do głowy pomysł, aby osoby, o których wspominam dostały nazwy. Najpierw przyszły mi do głowy znaki zodaku, ale skoro się powtarzają, to nie ma sensu. Chyba, że zastosowałabym może tą nową wersję zodiaków, poszerzoną o "wężownika" (🤔🫣😱). Potem pomyślałam o zwierzętach, ale zrobił się problem, że niektóre mają podwójne znaczenia. Dzielnie pomagała mi w tej operacji Czarna Myszka i w końcu udało się ułożyć wstępną listę nazw/imion opartą na skojarzeniach z danymi osobami. 


Kilka dni temu skojarzyłam, że przecież dla Słoneczka zrobiłam przed jej narodzinami kocyk. A dla Baby Boya jeszcze nie zrobiłam pomimo, że Miranda rozpada się w majówkę. We wtorek zamówiłam włóczkę; doszła w środę ok. 21... Czyli w sumie odebrałam ją dzisiaj. I z zapałem wzięłam się do roboty. Pierwotna koncepcja się lekko zmieniła, ale w sumie nabrała ładnego kształtu. Mam już zszyte granny squares na szerokość kocyka i kilka zrobionych na następny rząd. Więc w sumie mam szansę się wyrobić. 


Pozostałe wszystkie robótki muszą zaczekać, aż skończę ten pilny projekt. 


Lewa dłoń nadal mnie boli. Ale nie na szwie (jak wcześniej), tylko obok. Tam gdzie prawdopodobnie uszkodziłam ją, gdy łamałam te cholerne gałęzie w Wielkanoc. Szczerze nie ma pojęcia co z tym fantem mam teraz zrobić? Masować? Dać spokój? Co noc prawy nadgarstek mi wykręca, jak nie mam go obudowanego ochraniaczem. Chcę tej operacji, bo życie z tą ręką jest coraz bardziej ciężkie. Prawa ręka jest moją wiodącą, a przez to nawet nie jestem w stanie napisać zdania długopisem. Drętwienie i ból. Czy to ten tenis mnie tak załatwił? Prawdopodobne. 


We wcześniejszym poście (nie podoba mi się to słowo, muszę znaleźć inne) wspominałam o testamencie. Ale fakt, że zaczęłam żyć według zasad dostadning Założyłam pudełka rodzicom, którzy nie żyją (a po nich w końcu posprzątałam), a także sobie. Założyłam też drugie pudełko, które będzie do utylizacji (co prawda teraz jest plastikowe, ale jak w końcu się zbiorę i je przejrzę, to zmienię na papierowe). To mam w pokoju, ale tamte są już na stychu. 


Poza tym chcę się pozbyć rzeczy (sprzedać / oddać / ostatecznie wyrzucić), o których wiem, że dzieci ich nie chcą. A więc można powiedzieć, że w jakiś sposób się przygotowuję  do swojego odejścia. Wiem też, że chociaż ojciec sporo uporządkował (pewnie trafił na podobny artykuł), to sprzątanie po matce było masakrą, choć mieszkałyśmy razem. W związku z tym temat testamentu nie powinien być dla mnie problemem, ale nie wyszło to ode mnie, ale od Mirandy, która na niego nalega. 


döstädning


Komentarze

Popularne posty