2 kwietnia 2024 (wtorek)

 Dwadzieścia dziewięć lat temu urodziłam pierwsze dziecko – najstarszą córkę. Dzisiaj ona sama jest już matką i niedługo wyprowadzają się z mojego domu na własne śmieci. 


Wiem, że ma ona do  mnie wiele żalów. Na pewno wiem też, że nie jestem bez winy. Nie mam zamiaru się wybielać. Popełniłam wiele błędów, także takich, o których wtedy nie wiedziałam, że będą błędami. Wydaje mi się, że nigdy mi niczego nie wybaczy. 


Wiem, że lepsze kontakty ma ze swoją teściową. W sumie historia się powtarza, bo ja też miałam lepsze kontakty z teściowymi niż z moją własną matką. Jednakże z czasem zaczęłam rozumieć, że przede wszystkim nas różniła większa różnica wieku. Moja mama był z pokolenia przedwojennego. A ja już z lat siedemdziesiątych. Jednakże między mną a moją córką różnica jest tylko około 21 lat. Nie chciałam popełniać błędów mojej matki, ale jak widać chyba zupełnie mi się to nie udało. 


Nie jestem pewna czy moja najstarsza córka w ogóle mnie kocha. Czy po prostu musi mnie tolerować, bo jestem jej matką. Wiem, że mnie nie szanuje. Nie szanuje mnie nie tylko jako swojej matki, ale przede wszystkim jako człowieka. Nie raz to okazuje, nawet dosłownie. Boli. Jednak jako matka mogę tylko wypłakać się w poduszkę. Mam nadzieję, że kiedyś choć trochę mnie zrozumie i choć część wybaczy. Nigdy nie chciałam dla niej źle, ale nie zawsze udawało się zrobić wszystko po jej myśli. 


Wydaje mi się, że największe pretensje ma za swojego ojca i za późniejszego ojczyma (ojca jej najmłodszego rodzeństwa). Pierwszy poszedł szybko do innej – niewiele tutaj miałam do gadania. Drugiemu, można powiedzieć, że pozwoliłam zejść na dno. Ale czy na prawdę mogłam temu zapobiec? Póki w związku jest dobrze, nie zauważa się drobnych zmian prowadzących na drogę zagłady. Człowiek orientuje się dopiero wtedy, gdy już od dawna na niej jest. Od tego czasu minęło już prawie siedem lat. I od tych siedmiu lat nie wpuściłam do swojego życia nikogo obcego.


Komentarze

Popularne posty