20 kwietnia 2024 (sobota)
Miranda się dzisiaj wyprowadza. Nie chce, a nawet bym powiedziała, że unika mojej pomocy. W związku z tym skrycie siedzę w swoim pokoju i nie ingeruję w to co dzieje się na dole. Mają pomocników (swoich znajomych), więc ... Nie, nie będę na ten temat się wypowiadać. Ale czuję, jakby chciała w jakikolwiek sposób sprowokować awanturę ze mną. Może moje przeczucia się mylą, ale wątpię. Mam wrażenie, że jej nienawiść do mnie i pogarda tryskają aż uszami.
Pies został jeszcze na tą noc z nami. Oczywiście wszystkiego nie zabrała i jeszcze długo zajmie im wyprowadzka. Ale się nie wtrącam. Nie chcę być nachalna. To samo tyczy się ich nowego mieszkania. Nie zaprosili mnie tam, więc nie mam zamiaru na krzywy ryj tam się pchać. Ich życie, ich prawo. Choć czasami się zastanawiam, czy oni mojego "niewtrącania się" nie odbierają zupełnie inaczej?
Fajnie, że mają znajomych, którzy im pomagają. Ja już takich nie mam. Ja w ogóle znajomych nie posiadam. Podobno każy człowiek powinien poprosić drugiego o pomoc, ale ja nawet nie mam kogo. Chyba ja coś spieprzyłam, że tak się stało.
Całe życie miałam problem ze znajmomymi. Bardzo ich chciałam. Mam wrażenie, że im bardziej, tym bardziej wszystko chrzaniłam. Teraz boję się już jakichkolwiek znajomości. Nawet uważam, że nie jestem ich warta, bo je w jakiś sposób rozwalę. Co jest ze mną nie tak? A potem się dziwię, że zostałam sama. W sumie nie powinnam się dziwić, skoro nie umiem nawet znajomych utrzymać przy życiu?
Po wywaleniu męża, Miranda zabroniła mi jakichkowiek związków z mężczyznami. I ten w sumie celibat prawie jest utrzymywany do dzisiaj. Z kobietami zawsze miałam problem się dogadać. Nie interesowały mnie tzw. "tematy damskie" zupełnie. Samochody też mnie nie interesują (puszka na czterech kółkach). Wydaje mi się, że głupia nie jestem. Jednak nikogo nie interesuje moja osoba. Wręcz przeciwnie: mam wrażenie, że w mojej twarzy i posturze jest coś, co powoduje, że ludzie widzą we mnie worek treningowy. To przemyślenie dotyczy mojego całego życia.
Dlaczego akurat takich facetów sobie wybrałam? Zniszczyli mnie. Zniszczyli fizycznie i psychicznie. Fizyczne rany się zagoją, ale te psychiczne zostają na całe życie. Może wszyscy widzą to, że mam pobitą psychikę i można z nią robić co się chce?
Jak ma w takim razie zmienić pracę? Poprawić swoje życie? Skończyłam studia podyplomowe, ale dla nikogo się to nie liczy, bo mam na twarzy wypisane, że jestem porażką życiową?


Komentarze
Prześlij komentarz