16 maja 2024 (czwartek)
Długo nie pisałam. Jak ten czas szybko zleciał 😱.
Miranda urodziła wnuka na schwał. Do tego ta przeprowadzka. Tak wszystko na raz i jakoś nie było na nic innego czasu.
Powoli dom zaczyna wyglądać jak dom, a nie magazyn z pudłami. Psy jakoś się dogadują, choć nadal są oddzielone furtką od siebie. Jednakże na zmianę korzystają już z ogrodu, więc wzajemnie swoje zapachy zostawiają.
Docieramy się też we wzajmnych relacjach w domu. Nie pozwalam na zepchnięcie nas z powrotem do naszego więzienia na górze. I, o dziwo, blaty w kuchni są w miarę puste.
Słoneczko, może przez brak furtki, która wcześniej zagradzała schody, zaczęło mnie częściej odwiedzać, zwłaszcza wieczorami. Dla mnie te chwile też są ważne, choć nie zawsze wypadają w stosownym momencie.
Aby zrobić miejsce, spakowałam większość porcelany, która od niepamiętnych czasów nie była używana. Stała sobie tylko za szkłem. Podpisane pudło (o dziwo wszystko się tam zmieściło) zostanie umieszczone w piwnicy. Tylko, że ja boję się je znieść, więc czekam na męskie wsparcie.
W sumie to całe urządzanie ze sprzątaniem polega na baby steps. Tu kawałek i tu kawałek. Przy okazji wiele rzeczy ląduje do oddania czy na śmietnik. Z resztą takie miałam założenia też w poprzedniej wersji mieszkaniowej. Więc z tym, co było już przemyślane, nie mam problemu. Z częścią jednak muszę się zastanowić. Mimo wszystko to lata mojego czy moich rodziców życia, ale w sumie także i ich. Jednak staram się trzymać zasady, może nie roku, ale kilku lat: jak nie używane przez tyle, to znaczy, że nie potrzebne.



Komentarze
Prześlij komentarz