4 maja 2024 (sobota)

 Ostatnie dni to zmęczenie fizyczne i psychiczne. W sumie dobrze, bo zmęczenie fizyczne zabijało zmęczenie psychiczne. W każdym razie przeprowadzka zakończona można powiedzieć, choć teraz cały dom jest w kartonach i innego rodzaju pudłach, które trzeba poustawiać. Ja w ferworze sprzątania pozbyłam się kilku rzeczy, ale to w sumie jeszcze kropla w morzu moich zaplanowanych na życie bez Mirandy i jej rodziny dni. 



    W piątek przyjechał na zorganizowanego przez niego grilla Czarny Kundel. Tak go zorganizował, że myśmy wszystko musieli przygotować; od skoszenia trawy, sprzątniecia stołu na ogrodzie itp,. do przygotowania mięsiwa. Fakt, wreszcie dowiózł mi wodę gazowaną, którą miał mi przywieść na Wielkanoc.... Do tego się spóźnił ponad godzinę. 


    Na szczęście Szalona Buba znalazła sobie podwózkę, bo także chyba by nie dojechała (w pierwotnym planie miał ją przywieść Czarny Kundel). Podwiózł ją jakiś strażak (widziałam go z daleka). Pierwszy raz od śmierci Faceta Wredziola, wspomniała o tym, żeby mnie zeswatać 😱. Czyli pierwszy raz od sześciu lat. 


    Z Szaloną Bubą zawsze jest dużo śmiechu na rodzinnych imprezach. Pewnie dlatego lubię też z nią gadać godzinami przez telefon. W sumie nie wiem już od ilu nawet lat my tak potrafimy gadać, ale na pewno od czasu jak więkość rodziny jeszcze żyła.


    W sobotę wszyscy byli zmęczeni. A do tego rodzina Mirandy zdecydowanie coś przeniosła wraz z przenosinami z tamtego domu - jakieś chorubsko. Emocje opadły do zera, a nawet bym powiedziała, że do minus pięciu. Tak jest zawsze, po bardzo dużym stresie. Dzisiaj zaczeliśmy dochodzić do siebie, ale tacy jeszcze bez życia bym powiedziała. 


    Dzisiaj na grilla przyjechali Babuszka z Endim. Przywiezli piaskownicę dla Słoneczka. Taką z werandą. Spodobała mi się nazwa na pudełku "pieskownica" 🤭. Miesliśmy duży ubaw z tego jak ją składali.  Mario nie było akurat, bo pewnie by nie wytrzymał nerwowo i sam ją złożył. Ja jakbym ją składała, to bym dołożyła wzmocnienia z tego co jest wokół domu, bo konstrukcję producent wymyślił z mankamentami. 


    Jednakże tak jak przypuszczałam, takie dwa dni dobrze nam w sumie zrobiły. Zmusiły do odpoczynku zarówno od prac fizycznych, jak i od psychicznego myślenia. Jutro mamy czas na dojście do siebie. Choć w sumie jutra się wszyscy w jakimś stopniu obawiają... Chrzanowy wraca. Nikt nie jest w stanie przewidzieć jak on się zachowa. Mam nadzieję, że nadal się mnie boi, więc nie spróbuje tu podejść.  A jak mi Czarną Myszkę w czasie spaceru z Lady przypadkiem zaczepi, to mogę wybuchnąć. Czego w sumie nie robiłam od rozstania się z Facetem Wredziolem. 


Komentarze

Popularne posty