A Korean Odyssey
Ten serial chyba oglądałam wcześniej niż "Alchemię dusz". Wcale nie zdziwiłoby mnie, jakbym po obejrzeniu tego serialu dostała propozycję obejrzenia tego poprzedniego.
Ten serial jest produkcją ciekawą. Można czasami się czepiać efektów specjalnych, zwłaszcza przy wszelkiego rodzaju zjawach, marach itp. Jednakże nie umniejsza to ciekawej fabule, w której "bóstwa" bawią się "ludzkim królestwem".
Bohaterka, jako dziecko, zawiera pakt z jednym z bóstw, który ją wiąże z nim na całe życie.
Może prawdą jest to, że jak w poprzednim jakimś życiu zrobiliśmy coś bardzo złego, to potem w następnych za to pokutujemy, aby uzyskać zadośćuczynienie? Jeżeli tak, to ciekawi mnie co ja takiego zrobiłam?
Z mojego dzieciństwa pamiętam, że miałam dwa sny, które ciągle mi się śniły. Aż nawet wiedziałam co będzie dalej. Pierwszy to był pożar. Paliła się moja kamienica w wyniku nalotów bombowych czy też ostrzału. W każdym razie w wyniku jakichś działań wojennych. Mama kazała mi uciekać, ale mogłam wziąć tylko jedną rzecz z mojego pokoju. Budziłam się w momencie, kiedy nie byłam w stanie zdecydować co ma być tą jedną rzeczą. Będąc dzieckiem, to wcale nie jest takie łatwe.
Drugim snem był sen o Dzikim Zachodzie - zawsze akcja rozgrywała się w pociągu. A jak dochodziłam do ostatniego wagonu, to się budziłam.
Jednakże czyż nie jest to najłatwiejsze wytłumaczenie dla obecnego życia, że coś się w poprzednich źle zrobiło? A jak się nie wie co to było, to jak ma się to naprawić w obecnym życiu? Można to odkryć, albo i nie.
Wracając do serialu, to poza poplątanym wątkiem miłosnym, ta koreańska produkcja na prawdę ma dużą dawkę humoru, w tym czarnego. To była chyba jedna z pierwszych rzeczy, dzięki którym obejrzałam ten serial do końca. Bo muszę tutaj przyznać, że oglądając pierwszy odcinek bardzo się zastanawiałam czy ta produkcja jest dla mnie.
Teraz chętnie do niego nawet wrociłam, aby obejrzeć ponownie (i też móc tutaj coś lepiej na jego temat napisać).



Komentarze
Prześlij komentarz